Gry planszowe || Pełny kurnik

Dziś post o tym, jak wybrnąć z sytuacji, gdy małolat wypowiada te straszne słowa na głos. Bo kto z Nas nie słyszał choć raz w ciągu dnia NUDZI MI SIĘ !? Hmm, no kto? Tak właśnie, będzie to post dla rodziców. Ale do rzeczy, rynek jest wysoce zaopatrzony w temacie, wystarczy się rozejrzeć, zapytać albo po prostu wybrać do sklepu stacjonarnego. Dla chcącego nic trudnego :) Korzyści płynących z takiej formy spędzania wolnego czasu jest mnóstwo. Czy jesteś w stanie wymienić choć jedną? Tak! Teraz tu i na biegu. Sam/a do siebie i na głos. W dalszej części tekstu dowiesz się co według mnie jest bezkonkurencyjnym powodem do tego, aby w każdym domu znalazło się choć odrobinę gier planszowych. Zapraszam do dalszej lektury.

Zrób sobie szybki rachunek sumienia. Zastanów się, ile razy w ciągu dnia Twoje dziecko mówi, że się nudzi lub też, że nie ma co ze sobą zrobić, a Ty w tym czasie robisz miliony innych "ważniejszych" rzeczy? Bo to obiad na gazie, podłoga do umycia, pranie w pralce, chwila spokoju przy kawie... Takich wymówek, my rodzice znamy dużo. Ale co wtedy z dzieckiem? Fajnie jest, gdy dzieci w domu bywa więcej niż sztuk jeden. Wiadomo, wtedy to zajmują się same sobą. Nie trzeba im organizować czasu. Nie trzeba głowić się i troić nad niechcianymi zabawami. Bo, gdy w domu mamy jedynaka (i nie tylko) to się troszkę trzeba nagimnastykować. Bez bicia przyznaję, że nie znoszę bawić się ze swoim dzieckiem. Nie dlatego, że nie kocham własnej córki. Ja po prostu nie lubię bawić się w tak zwane udawanie. Wiecie, ubieranie lalek, herbatka u Pana misia czy wymuszane zabawy w dom ... O matko! To mój koszmar. Preferuję inny rodzaj spędzania czasu ze swoim dzieckiem. Stąd też w Naszym domu zaczęły pojawiać się gry planszowe. Taka forma rekreacji to i dla mnie frajda. Czyli mamy upieczone dwie pieczenie na jednym ogniu, jeśli wiesz co mam na myśli ;)


KALECZYMY WŁASNE DZIECI 

Za najważniejszy powód, dla którego warto sięgnąć z dzieckiem po gry planszowe uważam, wspólne spędzanie wolnego czasu. I tutaj nie podlega nic dyskusji. Mamy XXI wiek. W dzisiejszym świecie rzadkością jest pełne osiedlowe podwórko, gdzie dzieci podczas wspólnych zabaw krzyczą, śmieją się a rodzic odchodzi od zmysłów, gdy enty raz woła gagatka na obiad i co najlepsze ten nie reaguje lub wrzeszczy w odwecie ZARAZ MAMO. Pamiętasz te czasy - "Kryśka obiad!"?  Gra w klasy, gra w palanta czy dwa ognie - to sport ekstremalny dla dzisiejszej młodzieży i dzieci. Kaleczymy nasze dzieci. Czas powiedzieć to głośno. To my dorośli wciskamy w ręce małego obywatela pada od konsoli. To my wciskamy im telefon z dostępem do sieci, gdzie ślepo zapatrzeni w social media zapominają o bożym świecie. My dorośli pochłonięci własnymi sprawami serwujemy im chorobę XXI wieku. Ale też my dorośli możemy temu zaprzestać i nie mówię tutaj o całkowitym zakazie na telewizję czy konsolę. Wystarczy małe ograniczenie tego dostępu. Nie zapominajmy o tym, jak ważne jest budowanie dobrych relacji w sferze RODZIC - DZIECKO.

KORZYŚCI PŁYNĄCE Z TAKIEJ FORMY SPĘDZANIA WOLNEGO CZASU - nie oszukujmy się, w tym trudnym momencie, czasu wolnego mamy aż za dużo ;)

Oczywiście, fundamentalny argument opowiadający się za tym, iż gry planszowe są na tak, został wymieniony wyżej, ale nie zapominajmy o kilku istotnych sprawach które towarzyszą podczas grania w planszówki.
Dziecko, w łagodny sposób, uczy się tego, że w życiu bywa różnie i nie zawsze jest się zwycięzcą. Nie ma nic gorszego od wychowania bąbelka, który zakorzeni sobie w małej głowie obraz wiecznego zwycięstwa. Co może przełożyć się w życiu dorosłym na różne stresujące sytuacje. Wiedza przekazywana w formie zabawy jest przyswajana w sposób szybki i łatwy . Pozwala to na ominięcie sztywnych reguł uczenia się na pamięć oraz przeniesienie tej umiejętność do życia codziennego. Łatwiej dziecku zaakceptować zasady panujące w domu i poza nim. Oczywiście, wszystko zależy od tego po jaki rodzaj gier sięgniemy. Na rynku mamy szeroką gamę do wyboru, od gier strategicznych, przygodowych po logiczne i edukacyjne. 
Cierpliwość i czekanie na swoją kolej nie należą do najmocniejszych strony każdego z dziecka - Na co czekasz!? Wyciągnij dawno zapomnianą planszówkę, która zalega od lat w zakurzonym kartonie na strychu - nie oszukujmy się, Ty wiesz o jakiej grze mowa, przecież w  każdym domu, w latach 90tych królował CHIŃCZYK ;) Niektóre z gier pomagają wyciszyć się, ćwiczą pamięć, koncentrację, determinację i upór. Pozwalają na opanowanie umiejętności dokończenia rozpoczętego zadania oraz unikania ewentualnych błędów lub dążyć do osiągnięcia celu. Przyznaję, że Łucja dość często szybko rezygnuje, gdy napotyka przeszkody w życiu codziennym. Wystarczy, że się jej coś nie uda za pierwszym razem a Ona już nie chce dalej próbować. W tedy z pomocą przychodzą nam właśnie gry, które posiadamy w Naszej kolekcji. Dzięki temu w łatwy sposób potrafimy zachęcić ją do działania i na przykład nawiązujemy do sytuacji, która miała miejsce w tym samym dniu lub w niedalekiej przeszłości, do której Łucja z łatwością wraca pamięcią.
Dlatego też przychodzę do Ciebie z fenomenalną grą, która od kilku tygodni jest naszym numerem jeden podczas spędzania wspólnie wolnego czasu. Poniżej PEŁEN KURNIK i nasza opinia na temat tej gry :)

Pełny kurnik to gra dla całej rodziny, a z opanowaniem jej zasad poradzi sobie nawet czterolatek. Choć producent informuje nas, że jest ona przeznaczona dla dzieci powyżej 6 roku życia, ale proszę uwierzyć mi na słowo - banalnie prosta i fantastyczna zabawa dla najmłodszych. W pięknym pudełku znajdziemy 
56 tafelków z jajkami, 
48 tafelków z kurczakami, 
36 tafelków z kurami, 
4 tafelki z kogutami, 
4 karty graczy z grzędami dla kur (kurniki),
2 kostki do gry. 
Całość wykonana jest z naprawdę solidnego kartonu. Celem gry jest zdobycie 9 kur i zapełnienie swojego kurnika. Ale po drodze można napotkać przebiegłego lisa lub zachorować na ptasią grypę. Uczy dziecko logicznego myślenia oraz podejmowania decyzji jaką strategię wybrać, aby zostać zwycięzcą. Jaja zamieniamy na kurczaki a kurczaki na kury. Nie spodziewałam się, że ów gra rodzinna przyniesie nam tyle frajdy. Łucja chętnie po nią sięga a my razem z nią. Z ręką na sercu przyznaję, że to fantastyczny zakup - a był to tak zwany kot w worku. Ja swoją kupiłam w sklepie PEPCO podczas ostatniej wizyty w Polsce. Jeśli jednak będziecie chętni dokonać zakupu online - podlinkowuję ją Wam tutaj >> KUP PEŁNY KURNIK

Z niecierpliwością czekałam na moment, aż moja córka "dorośnie" do grania w gry planszowe. I jestem w pełni wdzięczna, za wybór do jakiego mamy dostęp na rynku. Nie wiem, ile dokładnie, kolorowych pudełeczek przeróżnych gier leży na półkach u Łucji w jej pokoju. Ale wiem, że kolekcja będzie się powiększać. Lubię wydawać na nie swoje ciężko zarobione pieniądze, bo wiem, że nie są one wyrzucone w błoto. I co najważniejsze sprawia mi to przyjemność a moja córka cieszy się z każdej nowej gry. Jestem ciekawa jak jest u Was w domach, królują gry planszowe i manualne czy te do których potrzebny jest pad?

Komentarze

instagram @karellauk

Copyright © Simplliko