Chcesz dostawać powiadomienia o nowych postach?

Matka to nie sprzątaczka || Samodzielność jest w cenie.

 

Obowiązki domowe dziecka – czyli, aktywność domowa od najmłodszych lat!

 

Kochani dziś piszę do Was jako rodzic, który stara sobie w życiu pościelić tak by wygodnie się wyspać. Wychowywanie dzieci nie należy do prostych zadań. Bywają dni, kiedy mamy ochotę się poddać albo niemniej jednak schować w szafie i nie wychodzić przez najbliższych kilka godzin. Jestem mamą sześciolatki, jestem też z wykształcenia pedagogiem i troszkę psychologii jak i pedagogiki liznęłam w życiu. Ba nawet w zawodzie pracowałam przez pewien okres. A te sześć lat jako mama doświadczyło mnie już trochę 😉



Jak już pisałam, staram się wychowywać córkę tak by w życiu nie mieć pod górkę w relacji rodzic-dziecko. A ją przygotować do życia w społeczeństwie i domostwie jak najlepiej tylko potrafię. Uważam, że dzieci jako pełnoprawni członkowie rodziny poza przywilejami powinny mieć również swoje obowiązki i to od najmłodszych lat! I nie, nie jest to pozbawianie dziecka swobody i dzieciństwa.  

To do nas należy wprowadzenie dziecka w życie, pokazanie mu jakimi prawami ono się rządzi oraz zaznajomienie z panującymi zasadami dookoła.

Dlatego też uważam, że dziecko, które zaczyna być świadome tego co dzieje się dookoła niego, powinno być włączane w codzienne porządki domowe oraz posiadać swoje obowiązki oczywiście dopasowane do jego wieku. Bo wiadomo, że nie będziemy kazać dwulatkowi odkurzać czy zmywać naczyń lub prosić o wyniesienie śmieci.

 

PAMIĘTAJ!!! To tylko niektóre czynności przygotowujące dziecko do samodzielności i nie są one w żaden sposób wyznacznikiem. Nie są one regułą, lecz indywidualną zależnością jaka panuje w danym domu. I moim osobistym spostrzeżeniem 😊


OBOWIĄZKI DZIECKA Z PODZIAŁEM NA WIEK

 

2/3 LATEK Na tym etapie większość z nich będzie odbywać się pod czujnym okiem rodzica.

·       Porządkowanie swoich zabawek po zabawie, odkładanie ich na miejsce

·       Podlewanie kwiatków

·       Karmienie domowych zwierząt,

·       Odnoszenie swoich brudnych ubrań do brudnika,

·       Odnoszenie butelki czy pustego talerza po posiłku do kuchni/zlewu

·       Pomoc w wyciąganiu prania z pralki

·       Wycieranie rozlanego soczku,

·       Odniesienie papierków do kosza na śmieci,

·       Samodzielne ubieranie wcześniej przygotowanych ubrań,

 

4/5 LATEK

·       Wspomniane powyżej

·       Ścieranie kurzy,

·       Nakrywanie do stołu,

·       Sprzątniecie stołu po posiłku,

·       Rozładowanie zmywarki

·       Ścielenie swojego łóżka,

·       Zmywanie lekko zabrudzonych naczyń,

·       Pomoc przy wypakowaniu zakupów,

·       Zamiatanie podłogi,

 

6/8 LATKI

·       Wszystko nabyte powyżej,

·       Składanie ubrań i umieszczanie ich w szafce/szufladzie lub komodzie,

·       Łączenie skarpet w pary,

·       Rozwieszanie i ściąganie prania,

·       Odkurzanie własnego pokoju,

·       Mycie podłóg,

·       Pomoc w zakupach artykułów codziennego użytku,

·   Przygotowanie prostych posiłków (kanapki, płatki z mlekiem, jajecznica, jajko sadzone itp.)

·       Pomoc w lekkich pracach ogródkowych,

·       Wynoszenie śmieci,

·       Dbanie o porządek we własnym pokoju,

·       Samodzielne mycie się,

 

Ponadto w naszym domu Łucji zadaniem jest dbanie o ład i porządek w przedpokoju zaraz przy wejściu do mieszkania (ułożenie butów, schowanie czapek lub szali na ich miejsce)

Ciągle też walczę z utrzymywaniem porządku dookoła niej. Lubi zostawiać papierki, gdzie popadnie, a ściągnięte ubrania czy piżamę potrafi zostawić na środku pokoju.

I oczywistym jest, że przypominam o posprzątaniu w jej własnym pokoju. Ci którzy obserwują nas na IG wiedzą jak w tej Narnii potrafi wyglądać :D Jeśli chodzi o porządki związane z dbałością o mieszkanie to ona jest pierwsza by mi pomóc, niestety łady w jej pokoju czasami zostawia wielę do życzenia. Pracujemy nad tym i muszę przyznać, że progress jest widoczny :)

 

Czego uczą w dziecku obowiązki domowe?


Wychowuję córkę z myślą, aby nie musiała być od nikogo zależna i tak by potrafiła sobie sama poradzić w przyszłości. Aktywowanie dziecka w obowiązkach i zadaniach domowych uczy je zaradności, odpowiedzialności oraz samodzielności. Ponadto porządek pozwala na odnalezienie się w otoczeniu i zapewnia poczycie bezpieczeństwa.

Nie zapominajmy, że chłopców też powinno się to tyczyć, chyba żadna matka nie chciałaby, aby jej 'duży chłopiec' był bałaganiarzem i czekał aż jego przyszła żona wyniesie za niego brudne skarpetki do brudnika.

Ja natomiast niechciałabym aby Łucja była zadufaną w sobie księżniczką która myśli, że od życia i ludzi należy jej się wszystko.

Około trzeciego roku życia (2/3lat) dziecko chętnie naśladuje ludzi znajdujących się dookoła niego. Warto wtedy też rozgrzewać jego entuzjazm zachęcając malca do pomocy, co będzie tylko owocować w dalszych etapach rozwojowych dziecka. Wtedy też dzieci wykazują znaczną chęć angażowania się w życie rodzinne, ponieważ pragną czuć się ważne.

 

I tutaj idealnie sprawdzi się nasze staropolskie porzekadło - CZYM SKORUPKA ZA MŁODU NASIĄKNIE TYM NA STAROŚĆ TRĄCI.

 

Wiem, że dzieci nie będą tych czynności wykonywać idealnie i będą pozostawiać wiele do życzenia. Ale nauka i systematyczność wprawią ich poczynania w pożądane. Natomiast wszystko to co uznamy za niebezpieczne oczywiście nasze pociechy powinny wykonywać pod kontrolą rodziców. Pamiętajmy również o tym, że to nie są przymusy a obowiązki domowe powinny sprawiać dzieciom przyjemność. Jeśli będziemy zmuszać je do czegoś to gwarantowany mamy odwrotny efekt od zamierzonego.

 

Jeśli będziemy przymykać oko i wyręczać dzieci w podstawowych czynnościach pozbawimy je szansy na samodzielność oraz naukę potrzebnych w życiu umiejętności. Zabieranie dziecku kłód spod nóg nie przyniesie żadnego efektu wychowawczego a wręcz przysporzy Nam - rodzicom kłopotów na przyszłość. Nie oszukujmy się sprawi to, że wychowamy dziecko nieprzystosowane do życia, które będzie rozczeniowe względem otaczającej go społeczności oraz nieporadne życiowo. 

Czy w Waszych domach dzieci biorą aktywny udział w obowiązkach domowych czy raczej są przez was wyręczane?

Potwory do szafy || Recenzja gry wydawnictwa GRANNA

W ostatnim czasie sporo inwestuję w gry dla Łucji. Nie są to gry do PlayStation, czy jakieś innej konsoli. Nie mamy takiego sprzętu w domu. Jedyną osobą, która mogłaby nad tym ubolewać, to z pewnością będzie Stary :D. Łucja ma dopiero 6 lat. Nie widzę potrzeby by poza telefonem i tabletem, które generalnie mają służyć jej do komunikowania się z rodziną w Polsce, musiała mieć inne gry niż te planszowe. Jak już tak człowiek chciałby bardziej się doszukać to i owszem w telefonie jest kilka gierek, które zajmują jej wolny czas, ale tylko wtedy, gdy na to pozwolimy.

Ale do sedna. Jak wspomniałam w ostatnim czasie, poszerzam kolekcję gier planszowym. Dziś chciałabym przedstawić Ci kolejną ciekawą propozycję.



POTWORY DO SZAFY od wydawnictwa GRANNA to towarzyska gra kooperacyjna i nie tylko. Zasady gry można dowolnie zmieniać a dzięki temu zyskamy wariant rywalizacji. Jest przeznaczona dla dzieci powyżej trzeciego roku życia. Młodsze dzieci też nie będą miały problemów ze zrozumieniem jej zasad. Przeznaczona jest dla dwóch i więcej graczy. W tym przypadku więcej znaczy lepiej.



CO ZNAJDZIEMY W OPAKOWANIU?

W porządnie wykonanym pudełku jest 21 kart z wizerunkiem potworów oraz 10 kart zabawek, których boją się nasze straszydła. Trzy kartoniki przedstawiają wizerunek Zębogona. To postać, która informuje nas, kiedy trzeba oddać kolejkę następnemu graczowi. Są też 2 karty specjalne, dzięki którym zrobimy zamieszanie wokół łóżka lub wywołamy kolejnego potwora. Ponadto, pudełko kryje w sobie szafę oraz instrukcję.



O CO CHODZI W GRZE?

Jest to gra kooperacyjna, w której liczy się współpraca i umiejętności wszystkich graczy. Świetnie ćwiczy pamięć. Zadaniem dzieci jest przegonienie wszystkich potworów do szafy. Muszą zapamiętać rozmieszczenie zabawek porozkładanych dookoła łóżka. Aby przepędzić stwora do szafy, wystarczy dopasować kafelek zabawki z takim samym obrazkiem na karcie danego potwora.

Żeby utrudnić zadanie osoba, która natrafi na Łowcę Doskonałego, powoduje zamieszanie. W ten sposób zamienia wybrany żeton z wylosowanym wizerunkiem skarpety. Gracze muszą wystrzegać się drugiego z Łowców. Odwrócenie tej karty sprawia, że pojawia się kolejny potwór.  Ta część gry kończy się, gdy wszystkie potwory znajdą się w szafie.

Można z łatwością zmodyfikować zasady gry, by do zabawy wkradł się element rywalizacji. Wystarczy, że każdy z graczy będzie gromadził zdobyte potwory. Po zakończeniu i przeliczeniu zdobytych stworów okazuje się, który z nich uzbierał ich najwięcej.

Jest to ciekawa propozycja oparta na zasadach gry w memory. W zakrytej grupie kart musimy znaleźć parę, która przepędzi potwora do szafy.


Jedyny mankament jaki dostrzegam to instrukcja. Brakuje mi informacji o tym, co dzieje się z kartami Zębogona. Gdy gracz po drugim ruchu zgarnął wszystkie potwory do szafy a we wcześniejszych posunięciach dokonał błędnego wyboru (dwie z trzech kart Zębogona mają inny kolor) należy odwrócić i ujednolicić kolor potwora czy jednak graczowi, na którego kolej przechodzi pozostaje jedna próba odgadnięcia.


Na początku sceptycznie do niej podeszłam. Łucja stwierdziła, że gra jest nudna. Po rozegraniu kilku partii córka była nią zafascynowana.

Różnorodność kolorów oraz starannych rysunków sprawia, że jest jeszcze bardziej przyjemna i przykuwa oko. Dzięki tej grze dzieci uczą się współpracy w pokonywaniu różnych trudności. „Potwory do szafy” pokazuje, że nie zawsze można zostać zwycięzcą. Czasami, aby odnieść sukces trzeba wziąć pod uwagę pracę w zespole.

Zakończenie może być różne i zależy od rozgrywki. Wygrywają wszystkie dzieci wspólnie, jest tylko jeden zwycięzca lub nie wygrywa nikt (opcja gry solo). Według mnie gra jest odpowiednia dla dzieci powyżej trzeciego roku życia. Uważamy ją za godną polecenia. Starsze dzieci mogą grać w nią same bez konieczności angażowania osób dorosłych.


Gra dostępna do kupienia TUTAJ 
Opcja zakupu w Anglii znajduje się natomiast TUTAJ


O pozytywnym wpływie gier planszowych na rozwój dziecka

Dziś post o tym, jak wybrnąć z sytuacji, gdy małolat wypowiada na głos te straszne słowa NUDZI MI SIĘ! Kto z Nas nie słyszał ich choć raz w ciągu dnia. Hmmm, no kto?

Zrób sobie szybki rachunek sumienia. Zastanów się, ile razy w ciągu dnia Twoje dziecko mówi, że się nudzi, że nie ma co ze sobą zrobić, a Ty w tym czasie robisz miliony innych "ważniejszych" rzeczy? Obiad, podłoga do umycia, pranie w pralce lub po prostu chwila spokoju przy kawie. Takich wymówek, my rodzice, znamy dużo. Ale co w tym czasie ma robić dziecko?

Świetnie, gdy w domu jest więcej dzieci. Wtedy jest szansa, że zajmą się same sobą. Nie trzeba im organizować czasu. Nie trzeba głowić się i troić nad niechcianymi zabawami. Gdy w domu mamy jedynaka (i nie tylko) to troszkę trzeba się nagimnastykować.


Dlaczego warto mieć w domu gry planszowe? Odpowiedź jest prosta - to dobra alternatywa do spędzanie wspólnie wolnego czasu z dzieckiem i odciągnięcia go od sprzętów elektronicznych, które w naszych domach są obecne.

Bez bicia przyznaję, że nie znoszę bawić się ze swoim dzieckiem. Nie dlatego, że nie kocham własnej córki. Po prostu nie lubię bawić się w tak zwane udawanie. Ubieranie lalek, herbatka u pana misia, czy wymuszane zabawy w dom. O matko! To mój koszmar. Preferuję inny rodzaj spędzania czasu. Dlatego w naszym domu zaczęły pojawiać się gry planszowe. Taka forma rekreacji jest niezłą frajdą, a przy okazji mamy upieczone dwie pieczenie na jednym ogniu- jeśli wiesz co mam na myśli ;)


KALECZYMY WŁASNE DZIECI

Mamy XXI wiek. W dzisiejszym świecie osiedlowe podwórko pełne bawiących się wspólnie dzieci to rzadkość. Pamiętasz te czasy, gdy rodzic odchodził od zmysłów, bo kolejny raz wołał gagatka na obiad? Co najlepsze, ten w ogóle nie reagował lub krzyczał ZARAZ MAMO. Gra w klasy, w palanta czy dwa ognie – dzisiaj to sport ekstremalny.

Kaleczymy nasze dzieci!

Czas powiedzieć to głośno. To my dorośli wciskamy w ręce małego obywatela pada od konsoli lub telefon z dostępem do sieci. Ślepo zapatrzeni w social media zapominają o bożym świecie. My dorośli pochłonięci własnymi sprawami serwujemy im chorobę XXI wieku, ale też my dorośli, możemy temu zapobiec.

Nie mówię tutaj o całkowitym zakazie. Wystarczy małe ograniczenie dostępu. Nie zapominajmy o tym, jak ważne jest budowanie dobrych relacji w sferze RODZIC - DZIECKO.

KORZYŚCI PŁYNĄCE Z PLANSZÓWEK

Oczywiście, fundamentalny argument opowiadający się za tym, że gry planszowe są na tak, został wymieniony wyżej. Przy okazji nie zapominajmy o kilku istotnych sprawach, które towarzyszą grze w planszówki.

Dziecko uczy się, że w życiu bywa różnie i nie zawsze jest się zwycięzcą. Nie ma nic gorszego od wychowania bąbelka, który zakorzeni sobie w małej głowie obraz wiecznego zwycięstwa. To w życiu dorosłym może przełożyć się na różne stresujące sytuacje.

Wiedza przekazywana w formie zabawy jest przyswajana w sposób szybki i łatwy. Pozwala to ominąć sztywne reguły uczenia się na pamięć oraz przenieść tę umiejętność do życia codziennego.

Cierpliwość i czekanie na swoją kolej nie należą do najmocniejszych strony każdego dziecka. Na co czekasz!? Wyciągnij dawno zapomnianą planszówkę, która zalega od lat w zakurzonym kartonie na strychu. Nie oszukujmy się. Na pewno wiesz o jakiej grze mowa. W każdym domu w latach 90. królował CHIŃCZYK ;)

Uważam, że wtedy dziecko łatwiej akceptuje zasady panujące w domu, jak i poza nim, oraz przyswaja pewne wzorce zachowania. Oczywiście, wszystko zależy od tego, po jaki rodzaj gier sięgamy. Na rynku mamy szeroką gamę gier: strategiczne, przygodowe, logiczne lub edukacyjne. Świetnie rozwijają i mają dużo pozytywnego wpływu na dziecko.

Niektóre z gier pomagają wyciszyć się, inne ćwiczą pamięć, koncentrację, determinację czy upór.

Przyznaję, że Łucja dość często szybko rezygnuje, gdy napotyka przeszkody w życiu codziennym. Wystarczy, że coś się jej nie uda za pierwszym razem, i już nie chce dalej próbować. Wtedy z pomocą przychodzą nam właśnie gry, które mamy w domu. Dzięki temu potrafimy zachęcić ją do działania.

Z niecierpliwością czekałam na moment, aż moja córka "dorośnie" do planszówek. Jestem wdzięczna za wybór, do którego mamy dostęp na rynku. Nie wiem, ile dokładnie kolorowych pudełeczek przeróżnych gier leży na półkach w pokoju Łucji. Ale wiem, że kolekcja będzie się powiększać. Lubię wydawać na nie swoje ciężko zarobione pieniądze, bo wiem, że nie są wyrzucone w błoto. Najważniejsze, że sprawia mi to przyjemność, a moja córka cieszy się z każdej nowej gry.

Jestem ciekawa, jak jest w
Waszych domach. Królują gry planszowe i manualne czy te, do których potrzebny jest pad?


Chętnie uzupełnienie kolekcję gier naszej sześcioletniej córki! Zostaw
komentarz, w którym wymienisz 3 najlepsze gry, jakie posiadacie w swojej kolekcji.

Zakręcone robale - gry dla dzieci

Dzisiaj kolejna propozycja gry dla dzieci, która sprawdza się u nas bardzo dobrze. Produkty wydawnictwa KUKURYKU są solidnie wykonane, kolorowe i bardzo kreatywne. W sumie to mój faworyt wydawniczy, jeśli chodzi o planszówki dla dzieci!

ZAKRĘCONE ROBALE to gra dla dzieci, które ukończyły 5 lat i oczywiście bez dalszych ograniczeń wiekowych. Choć myślę, że młodsze dzieci nie będą miały problemu ze zrozumieniem jej zasad. Zawsze to osoba dorosła może delikatnie podpowiedzieć malcowi, jak ułożyć odpowiedniego robaka a liczyć można wspólnie. Przeznaczona jest dla dwóch i większej ilości graczy. 

CO ZNAJDZIEMY W OPAKOWANIU?

Pudełko zawiera 96 starannie wykonanych tafelków przedstawiających poszczególne części robaczków, instrukcję oraz notes do zapisywania wyników gry. Zawczasu polecam skserować sobie kilka stron z notesu, bo gra wciąga aż za nad to 😊

O CO CHODZI W GRZE?

Celem gry jest ułożenie jak największej liczby gąsienic składających się co najmniej z głowy i ogona. Robale muszą do siebie pasować kolorystycznie. Zadanie nie należy do najłatwiejszych, ponieważ każdy dołożony element musi pasować do otaczającego go tafelka. Każdy robaczek jest punktowany, wygrywa ta osoba który uzyska największą liczbę punktów. Ważne – robaczek jest ukończony, gdy posiada głowę i ogon.

To emocjonująca gra dla całej rodziny! Nie dość, że zajmuje czas to również sporo miejsca. Dlatego też warto grać w nią na podłodze. Dzięki tej grze dzieci ćwiczą wyobraźnie przestrzenną oraz kreatywne i logiczne myślenie. Ponadto utrwalane są umiejętności liczenia. Podczas gry nasza „plansza” stale się rozrasta, tworząc kręte połączenia oraz przedstawiając bardzo zróżnicowane gąsienice. Jest to kolejna pozycja marki KUKURYKU, którą bez wątpienia polecam. Łucja bardzo chętnie do niej wraca i z entuzjazmem rozgrywa z nami niekończące się partie.

Znacie Zakręcone Robale? Do kupienia TUTAJ


Domowy patent na zabawę z dzieckiem || Ciastolina DIY

Anglia to kraj, w którym dzieci mało czasu spędzają poza domem. Aura za oknem i „wieczne deszcze” nie sprzyjają zabawom na świeżym powietrzu. Zimą, a nawet latem, by nie zwariować, my rodzice musimy być przygotowani na atrakcyjne spędzanie czasu w naszych czterech ścianach.  Jeśli Twoje dziecko, tak jak Łucja, uwielbia różne prace manualne, zachęcam Cię do zrobienia domowej masy plastycznej. Świetna zabawa gwarantowanaJest to dobry sposób wykorzystania produktów spożywczych, a przy okazji można miło spędzić wspólny czas.  

Przepisów na domową ciastolinę jest wiele, raczej Ameryki nie odkryłam ;) Polecam ci ten, który sprawdził się u nas. Jest łatwy w przygotowaniu.

Składniki:
2 szklanki mąki
1 szklanka soli
2 szklanki ciepłej wody
2 łyżki oleju
1 łyżka kwasku cytrynowego
barwniki spożywcze 

Mąkę, sól, wodę, olej oraz kwasek cytrynowy połącz przy pomocy drewnianej łyżki. Lekko podgrzej ciągle mieszając, aż masa zgęstnieje. Wyrabiaj ciastolinę gdy jest jeszcze ciepła. Nie powinna lepić się do rąk. Jeśli tak się dzieje, możesz podsypać odrobiną mąki. 

Wyrobioną masę podziel na tyle części, ile chcesz uzyskać kolorów. Do każdego kawałka dodaj barwnik spożywczy i ugniataj do uzyskania jednolitego koloru. 


P.s. Podczas mieszania kolorów polecam włożyć rękawiczki, by nie zafarbować swoich dłoni. Jak łączyłam kolory? Oderwałam kawałek uzyskanej masy, zrobiłam kuleczkę a w jej środku dziurkę. Wsypałam całą saszetkę barwnika i połączyłam z łyżeczką ciepłej wody. Następnie całość zagniotłam wyrabiając do uzyskania koloru.



Jakie korzyści płyną z zabawy ciastoliną?

Zabawy z masą plastyczną mają wiele zalet, które wpływają na rozwój naszego dziecka:

* pobudzają wyobraźnię i kreatywne myślenie,

* rozwijają motorykę małą: chwytanie, napinanie i rozluźnianie mięśni, ćwiczenie ruchów nadgarstka, przedramienia i ramienia,

* rozwijają koordynację wzrokowo ruchową,

* wspomagają koncentrację i skupienie na danej czynności,

* idealnie wyciszają,

* pozytywnie wpływają na współpracę półkul mózgowych, co w efekcie ma wpływ na rozwój mózgu,

* integrują całą rodzinę i dzieci w różnym wieku.

Ćwiczenia sprawności manualnej są świetnym wstępem do dalszego rozwoju dziecka pod kątem nauki pisania! Dlatego warto podsunąć ciastolinę już dwulatkowi! 

Udanej zabawy! 

instagram @karellauk

Copyright © Simplliko